MARCIN
ANDRZEJAK
W
końcu wybiła godzina, gdy w drzwiach mojego skromnego mieszkanka
stanęła pani Iwona. Weszła z uśmiechem, przesiąkniętym
niezwykłą pewnością siebie, ale pozwoliła na odwieszenie
płaszcza.
– Szczerze
to myślałam, że deweloper mieszka lepiej. Znacznie lepiej –
rzuciła od wejścia.
Przechyliłem
głowę i wybrałem najbardziej zabójczy z moich zabójczych
uśmiechów. Podziałało, bo zmieniła minę na przychylniejszą,
ale ja i tak poczułem, że muszę jej to jakoś wyjaśnić, bron
Boże nie odkręcić. Zawód deweloper bardzo mi się podobał,
pomimo że tak właściwie go nie posiadałem.
– Dopiero
się urządzam, ciągłe kontrakty, wyjazdy… sama pani rozumie –
przymrużyłem oczy i odpiąłem dwa górne guziki mojej czarnej
koszuli. Seksownie mnie opinała, a przynajmniej tak powiedziała
pewna szprycha w sklepie, którą bym najchętniej na tyłach tego
sklepu... no ee, bym ją.
– Dlaczego
nie mieszka pan w jednym z mieszkań, które pańska firma…?
– Moja
firma działała nad morzem. Tam też został mój wspólnik. Tam
budowaliśmy domy, nie bloki. Tu połączyłem siły z kolegą z
dzieciństwa. Poznała go już pani, to ten brunet taki zaspany,
zupełnie nieciekawy w porównaniu ze mną, na dodatek żonaty i na
zabój zakochany w swojej żonie, co mnie cholernie dziwi, bo z niej
straszna zołza jest. A tak w ogóle to mam zamiłowanie do starych
kamienic. Chciałbym takie kupować i odnawiać na stary styl.
Kamienice mają duszę. – Uczyniłem gest zapraszający ją do
pokoju. – Nie rozmawiajmy w progu. – Ruszyłem za nią. – A tak
między innymi tu czynsz tani jak barszcz, a jak już znajdę tę
jedyną, to chciałbym postawić dom, ale… wszystko w swoim czasie.
– Pizza
i wino? Nie mieliśmy gotować? – zdziwiła się.
– Nie
wypada tak, zarzucać kobietę babską robotą na pierwszym
spotkaniu. – Odsunąłem jej krzesło, poczekałem jak usiądzie i
zasunąłem je. – Dlaczego pani przyjęła moje zaproszenie? –
zapytałem wprost, podczas gdy ona rozglądała się po
nieumeblowanym mieszkaniu, z którym beton królował na podłodze,
dwuosobowy materac leżał na drewnianych paletach po napojach, a
stół i krzesła były jeszcze zapakowane w folie, bo zakupiłem je
specjalnie na to spotkanie.
– Byliśmy
na ty – przypomniała otrząsając się z letargu, czyli z wrażenia
jakie na nią wywarły moje... no nie do końca moje, ale wciąż
cztery kąty.
– Fakt,
więc dlaczego przyjęłaś moje zaproszenie?
– Wydawałeś
się uroczy, a ja… zresztą nie mówmy o mnie.
– Zatem
nie mówmy – przytaknąłem z dobrotliwym uśmiechem i zabrałem
się za otwieranie wina. – Nie wiedziałem jaką pizzę lubisz,
zdecydowałem się więc na klasykę. Pomyślałem, że możesz być
wegetarianką, więc…
– Wegetarianką
jest moja córka – rzuciła szybko.
– Naprawdę?
– Uniosłem brwi w geście zdziwienia.
– Tak.
– To
hobby, kaprys, czy zadecydowały o tym jakieś wyższe cele?
– Wyższe
cele. Ona wszystko robi z myślą o wyższości. Podobnie jak mój
mąż.
– Przy
słowie mąż wyraźnie pani posmutniała.
– To
nie jest łatwy temat.
– Z
zemsty chcesz byśmy zrobili mu konkurencje. Kopiesz dołki sama pod
sobą – stwierdziłem.
– Mój
mąż teraz wyjechał, pracuje za granicą. Głownie Niemcy. Skąd
wiesz, czym się zajmuje mój mąż?
– Wiem
więcej niż sądzisz. – Napełniłem kieliszki winem i
uśmiechnąłem się po raz kolejny. – Nie martw się, nic ci przy
mnie nie grozi. Dostrzegłem strach w twoich oczach. Po prostu jak na
ciebie czekaliśmy, to sąsiedzi w kamienicy, gdzie będziemy
wynajmowali z Robertem powiedzieli nam, że wcześniej było tam
biuro twojego męża. Bankrutujecie?
– Powiedzmy,
że córka skutecznie utrudniła nam życie.
– Skutecznie?
Nie
odpowiedziała, przytaknęła jedynie delikatnym ruchem głowy i
zamaskowała wyraźną złość uśmiechem. Czyli coś było na
rzeczy, a ona nie chciała powiedzieć co, a do mnie zaczęło
docierać, że idealna córeczka ma wady.
– Przyjęłaś
moje zaproszenie z nudy. – Zrobiłem gryzka pizzy i wyczekiwałem
na jej słowa.
– Trochę
tak. Kiedyś przynajmniej mogliśmy się o pilot pokłócić, a teraz
jak wraca, to…
– Nie
oglądacie telewizji? – dopytywałem.
– Oglądamy,
tylko każde w innym pokoju. – Jej palce zaczęły toczyć okręgi
po mojej dłoni, która spoczywała na blacie stołu. – Jesteś
bardzo przystojny – wypaliła nagle, a ja o mało się nie udusiłem
fragmentem pizzy. To wszystko zaczęło się toczyć w złym
kierunku.
– Nie
możesz się ze mną przespać ! – uniosłem się szybko. – Nie
chcę być rozweselaczem na twe nieudane małżeństwo, tym bardziej,
że nie chcę zaszkodzić twojemu mężowi, ani jako biznesmen, ani
jako twój kochanek.
– O
co więc tobie chodzi? – Zabrała dłoń i się tak... nastroszyła,
jak to tylko odrzucone kobiety potrafią.
– Zagram
w otwarte karty. Chodzi mi o twoją córkę.
– Znasz
ją? – Szok w oczach kobiety był wyraźniejszy niż pełnia
księżyca w bezchmurną noc.
– Znam,
ale może najpierw się napijmy. Oczywiście sprawa twojego męża
zostanie między nami. Nawet ta kolacja, niech lepiej zostanie między
nami. Nie będę wnikał w twoje intencje, zawierz że moje są
czyste niczym łza.
– Przejdziesz
do rzeczy chłopcze? – warknęła.
No
proszę, niedawno byłem taki przystojny, a teraz jestem jakiś
chłopcze. Kobieta, to kurwa naprawdę zmienną istotą jest.
– Tak.
Ania nie za bardzo jest mną zainteresowana. Właściwie jest, ale
się tego wypiera – sprowadziłem temat na główne tory.
– Skąd
wiesz, że jest?
– Wierzę,
że ma gust po matce – rzuciłem z cynicznym uśmieszkiem.
– To
było bezczelne.
– Przepraszam
za szczerość.
– Pyskaty
jesteś.
– Twoja
córka nie mniej. – Odetchnąłem, Iwona także. – Skończmy
potyczkę słowną, jest bez sensu. Nie chcę z ciebie uczynić
swatki, ale pomóż mi ją lepiej poznać i daj jej poznać mnie.
– Czuję,
że będę tego żałowała – stwierdziła.
– Impreza
na otwarcie firmy. Zaproszę cię, mąż pewnie za granicą, namów
córkę. Proszę.
– Co
ci tak zależy?
– Wiesz…
taki… taki błysk to był gdy ją poznałem.
– Marcin…
ona jest od ciebie dużo młodsza.
– Obiecuje
o siebie dbać, za kilka lat, to ją będą uważali za starszą –
zażartowałem.
– A
jeśli się nie zgodzę? – zapytała i przystawiła brzeg kielicha
do ust.
– Nie
będę cię szantażował. Nie zagrożę ci mężem, bo jesteśmy
koleżeństwem, prawda? A kumpelowie muszę sobie pomagać.
Uśmiech
odkleił się z jej twarzy, a ja się zaśmiałem w duchu na myśl,
że łatwiej mi było uwieść zamężną matkę, niż wolną
córunię.
– Zawsze
radziłam Ani, by od takich cwaniaków jak ty uciekała.
– Uuu,
to niedobrze, bardzo niedobrze. Popełniłaś niewybaczalny błąd.
Narzekasz na nudę w związku, a chcesz zapobiec, by twoja córka się
nie nudziła.
– Sens?
– Chcesz
by miała życie jak ty? Ze mną przynajmniej nuda jej nie grozi.
– Nie
wybiegasz trochę za bardzo myślami w przód? – zauważyła.
– Nie
poświęcę już ani minuty na kobietę z którą nie wyobrażam
sobie spędzić całego życia, bo jeśli kobieta nie jest warta
całego życia przy moim boku, to nie jest warta ani minuty mojego
czasu.
– Jesteś
bardzo pewny siebie.
– W
takim razie za pewność siebie. – Stuknąłem swoim kieliszkiem o
kieliszek Iwony Kamińskiej. Dobrałem kolejny z zabójczych
uśmiechów idealnie pasujący do chwili. Kobieta spuściła głowę,
chyba ją zawstydziłem, albo skrępowałem. – Nie musisz nic
robić, po prostu ją zaproś. Niech przyjdzie z tobą, a resztą sam
się zajmę – zapewniłem.
No
cóż, teraz pozostało mi już tylko poinformowanie Roberta o tym,
że właśnie zostaliśmy wspólnikami. Ciekawe czy się ucieszy?
Powinien, w końcu kumpelowie muszę sobie pomagać. A tak w temacie
pomagania, to była jeszcze Nejta, którą chyba powinienem
odwiedzić, bo miała moje rzeczy, a te pewnie już wyschły, tak
więc... tak więc zaraz po tym jak Iwona opuściła moje mieszkanie
udałem się do brunetki. Otworzyła w samej bluzce na ramiączkach i
damskich bokserkach. Wyglądała na taką co miała kaca.
– Marcin
– syknęła i przewróciła oczami.
– Cześć
piękna. – Uśmiechnąłem się uroczo, ale średnio to na nią
zadziałało.
– Wejdź
– zaproponowała i zrobiła mi miejsce, bym mógł się dostać do
środka. Ona w tym czasie piła wodę wprost ze szklanki. Chyba
gazowaną. Nagle poczułem pragnienie i wskazałem palcem na ten
bezalkoholowy trunek. – Co? Też chcesz?
– Eche,
eche – przytaknąłem i zrobiłem minkę słodkiego, wyrzuconego na
deszcz szczeniaczka.
– Zaraz
ci naleję. A tak w ogóle to jak było na randce? Ostatnio jak
dzwoniłeś, czy możesz odebrać rzeczy, to wspominałeś o randce?!
– krzyczała z kuchni.
Przez
moment zastanawiałem się, o którą randkę jej chodzi, ale szybko
ogarnąłem, że o tę z Anią.
– Szkoda
gadać – rzuciłem.
– Dlaczego?
– zapytała podając mi szklankę, a potem wkładając smukłą
dłoń pod moją koszulę.
Poczułem
ciepło rozchodzące się po mojej klatce piersiowej i nie potrafiłem
wykonać kroku w tył, ani jej przegonić, a chyba powinienem, skoro
nie miałem zamiaru z nią się bawić w związki.
– Myślałam,
że jesteśmy przyjaciółmi – zauważyła, co chyba było
komentarzem na moją nietęgą minę.
– Byłem
twoim pierwszym – przypomniałem, zabierając jej rękę spod
mojego ubrania.
– I
jak na razie jedynym.
– Dlaczego
ja? – syknąłem.
– Marcin,
Boże, jak ty się nad tym rozwodzisz. Po prostu zawsze byłam
zdania, że jak uprawiać seks, to z kimś ciekawym, godnym uwagi.
Byłeś pierwszym, z którym moim zdaniem było warto iść do łóżka.
Oto cała tajemnica.
– I
nie chcesz…
– Nie,
nie chcę z tobą być. Nawet sobie tego nie wyobrażam. Moim zdaniem
seks to sport, a by z kimś biegać czy pływać nie trzeba obrączki
na palcu i zmarnowanych godzin na łażenie po parku za rączkę bez
celu.
– Może
ci się kiedyś odmienić.
Dotknęła
mojego czoła opuszkiem, przejechała po nosie aż do brody.
– Być
może, ale wtedy to nie będziesz ty – skomentowała muskając moje
wargi.
– I
co wtedy, gdy ja albo ty…?
– Wyjdziemy
z łóżka i pozostaniemy przyjaciółmi gawędzącymi przy ciepłej
herbatce i ciasteczku, z dzieciakami biegającymi po całym
mieszkaniu jak oszalałe. Ty z moim mężem będziesz chodził na
ryby, a ja z twoją żonką na zakupy do galerii handlowych. Pasuje?
– I
potrafiłabyś tak, bo jednak jesteś…
– Potrafiłabym.
Nie martw się już tym. Nie jesteś mi nic winien. A już na pewno
nie musisz przepraszać. Sama wiedziałam co czynie, gdy szłam do
łóżka z facetem poznanym na imprezie i to po kilkugodzinnej
znajomości. Znam realia, Marcin i od lat nie wierzę już w baśnie
i bajki. – Ponownie dotknęła wargami moich ust, tym razem
wsuwając między nie swój język. Szklanka z wodą wypadła mi z
dłoni i potłukła się, a ja bojąc się o to by Natalia się nie
pokaleczyła, podniosłem ją do góry, w taki sposób, że założyła
nogi na moje biodra i splotła je.
Ruszyłem
w kierunku jej pokoju, gdzie rzuciłem ją na łóżko i zamierzałem
poprawić mój wynik, bo wtedy nie oszukujmy się, nie mogłem jej
zadowolić. Wtedy byłem spragniony kobiety i o wiele za szybko
skończyłem.
Tym
razem było inaczej, tym razem było lepiej, a już moment, gdy
wzięła mojego penisa do ust, był najlepszym ze wszystkich, takim
mega i mistik.
– Dużo
książek – zacząłem temat wskazując na ścianę naprzeciw nas,
w chwili, gdy leżeliśmy na jej kanapie, przytuleni do siebie.
Przyglądałem
się z zainteresowaniem temu jak od podłogi aż po sufit, wielki
regał, o długości około pięć metrów, był zapełniony różnej
wielkości książkami, a kilkadziesiąt z nich i tak się nie
mieściło i stało na komodzie, oraz na podłodze niedaleko łóżka.
– Dużo
czytam – wyznała.
– Poważnie?
– uśmiechnąłem się do niej z niedowierzaniem.
– Tak,
wiem, nie wyglądam. – Przetoczyła się, położyła na brzuchu i
sięgnęła po moją marynarkę by wyjąć z niej paczkę papierosów.
– Chcesz też?
Przytaknąłem
głową. Odpaliła i włożyła mi ustnik do ust. Sama też się
poczęstowała, a popielniczkę wprost z parapetu postawiła na mojej
klatce piersiowej.
– Tylko
mnie nie sparz.
– Zgaszę
na tobie, pójdę na całość. – Puściła do mnie oczko.
– Ale
bym ci dopierdolił wtedy – warknąłem zaciągając się dymem.
– Zobaczymy.
– Uśmiechnęła się do mnie łobuzersko.
– Studiujesz
coś? – dopytywałem, bo taka ilość książek robiła wrażenie i
przywoływała przed moje oczy obrazy zabieganej studentki.
– Nie,
nawet nie mam matury.
– Dlaczego?
– Teraz to już naprawdę byłem w szoku.
– Jestem
za bardzo indywiduum. Nie nadaje się do szkolnej ramki tego chorego
systemu edukacyjnego. – Wyjęła gumę z ust i zaciągnęła się
papierosem.
– Ej,
to moja. Oddawaj – zawołałem.
Posłuchała
i podała mi moją miętową, ale już bezsmakową Orbitkę wprost do
buzi. Lubiłem żuć gumę i praktycznie tylko gdy spałem to nie
żułem, chociaż zdarzało mi się zasnąć z gumą.
– A
poważnie, to tak naprawdę rzuciłam szkołę, gdy ojciec nas
zostawił. Co prawda byłam wtedy nieletnia i, i tak do niej
chodziłam, bo musiałam, ale tylko po to by się prześlizgnąć, a
tak to zajmowałam się pracą. Matka ledwie wiązała koniec z
końcem, do dziś jest zasłużona po same uszy, bo ten sukinsyn,
uznał, że skoro on pracował, to wszystko należy się jemu, więc
uściślając jego zachowanie do dwóch słów, po prostu nas okradł.
– Sąd
się na to zgodził? – zdziwiłem się.
– Sąd
się zgodzi na wszystko, jeśli masz znajomości i wiesz, gdzie
posmarować, a mój ojciec jest prawnikiem.
Zapowietrzyłem
się na takie wyznanie, dosłownie wciągnąłem powietrze i nie
mogłem go wypuścić.
– No
to... to zmienia postać rzeczy, faktycznie. O czym są te książki?
– zapytałem dla zmiany tematu.
– Różnie.
Są o historii, podręczniki z matematyki, o genetyce, romanse,
kryminały, młodzieżowe, sensacje. Zależy na co mam ochotę, ale
jak przez tydzień czasu nie przeczytam żadnej książki, to czuje
się głupia i od razu wydaje mi się, że mam mniejszy zasób słów.
A ty czytasz coś?
– Wolę
filmy.
– Typowa
odpowiedź większości osób w naszym wieku.
– Jesteśmy
w innym wieku – zauważyłem.
– Chodziło
mi o przedział.
– No
chyba, że kurwa, tak – odparowałem i zgasiłem papierosa, bo już
wypaliłem.
– Co
poszło z tą randką nie tak? – dalej drążyła temat.
– Powiedzmy,
że jestem dla niej niewystarczająco dobry.
– Dlaczego?
– Za
głupi.
– Bo?
– Bo
nie mam matury, generalnie do tego się wszystko sprowadziło.
– Spraw
by zmieniła zdanie. – Nejta zrobiła kilka kółek, wypuszczając
dym z płuc. – Poznałam w życiu wielu ludzi. Studencików
mówiących umisz i rozumisz, oraz ludzi co ledwie
wyszli z podstawówki, którzy potrafili wymienić wszystkie nurty
filozoficzne i tak ciekawie o nich opowiadać, że nie sposób było
przestać ich słuchać. Dziś na studiach jest tylu niedojrzałych
debili, że naprawdę, mierzenie ludzi miarą wykształcenia jest
zakłamane, bo żadne wykształcenie nie jest odbiciem tego co ma się
w głowie, każde można kupić, ściągnąć, albo wykuć się na
blachę, ewentualnie mieć znajomości. Popatrz na tych co wyszli z
liceów i zdali maturę. Ilu z nich tak naprawdę niczego nie
potrafi? Zapewniam cię, że większość i to wszystko się
sprowadza do naszego chorego systemu edukacji, który nie uczy
logicznego myślenia, a uczy uczenia się na pamięć.
– Ona
nie zmieni zdania. Ma je mocno wyrobione. – Podałem Nejcie
popielniczkę. – By cię nie kusiło to ugaszenie kiepa na moim
torsie.
Natalia
przewróciła oczami, skończyła palić, odstawiła popielniczkę i
usiadła na mnie okrakiem.
– Pokaż
jej, że się myli.
– Nie
da się.
– Da.
Wszystko się da – zapewniała, sunąc dłońmi po mojej klacie.
– Ona
myśli, że każdy facet co siedział i nie ma szkoły, to kurwa
prostak.
– Przypomnij
sobie co ty myślałeś o kobietach, że każda poluje na chłopaka,
że każda chce by za nią płacić. Poznałeś mnie bliżej i
zmieniłeś zdanie, tak?
– Ale
to co innego. – Ze wkurwienia aż wbiłem się w poduszki i
przetarłem twarz dłońmi.
– To
samo i nie masz nic do stracenia tak naprawdę. Ja ci pomogę. O czym
ona lubi rozmawiać? – dopytywała zsuwając moją koszulę z
barków, bo ciągle miałem ją na sobie, pomimo że była rozpięta.
– Lubi
mi pokazywać, że jestem nikim. Czepiła się tatuaża…
– Tatuażu
– poprawiła mnie Natalia.
– Nie
wkurwiaj mnie jeszcze ty! – warknąłem i już miałem ją z siebie
zrzucić, ale się wczepiła oplatając mnie wkoło szyi swoimi
rękoma.
– Ale
Marcin, spokojnie. Trochę pracy nad sobą i wszystko można
osiągnąć.
– A
może ja wcale nie chcę nad sobą pracować?
– Ale
chcesz ją – wypowiedziała wprost do moich ust. Pocałowała. –
I możesz ją zdobyć – szepnęła pomiędzy pocałunkiem.
Ja w
tym czasie wprowadzałem w nią swojego penisa i kto by pomyślał,
że taki piękny seksik, po przebudzeniu zmieni się w koszmar? Była
szósta wieczorem, gdy jakaś cegła wylądowała na kanapie, obok
mnie i omal mnie nie uderzyła.
– Sekrety?
– przeczytałem i spojrzałem na Nejtę pytająco.
– Dalej,
dalej – poleciła zapinając stanik.
– Sekrety
najbardziej niezwykłych miejsc na świecie.
– To
zainteresuje każdą kobietę – stwierdziła pewnie.
– Tylko
mi nie mów, że mam to przeczytać.
– Wybierz
sobie trzy najbardziej podobające ci się miejsca i naucz się kilku
faktów o nich, a potem nauczę cię to ładnie opowiedzieć.
– Czyli
mam to przeczytać? – zapytałem z przerażeniem w głosie.
– Marcin,
ta książka ma dużo obrazków.
Otworzyłem
na pierwszej lepszej stronie.
– Ma
też dużo napisów – wyznałem.
– Poradzisz
sobie, wierzę w ciebie. Dziś masz wolne, wrócę o dwudziestej
pierwszej, to mi opowiesz. – Zapięła kolczyki, była już w pełni
ubrana. Pośpiesznie cmoknęła mnie w policzek. – Mama wróci koło
dwunastej to zrobi ci obiadokolacje. Jakbyś był głodny, to kanapki
sobie zrób. Czuj się jak u siebie.
Opadłem
ze zmęczeniem na łóżko i miałem zamiar spać dalej, ale zmusiłem
się do wzięcia tej przeklętej książki do rąk. Przewracałem
strony i oglądałem zdjęcia. Czekałem aż trafię na coś
ciekawego. Czas jakoś mi wyjątkowo zleciał. Mama Natalii –
Luiza, wróciła wraz z Oktawianem do domu. Oktawian to mały,
czteroletni chłopiec, był siostrzeńcem Nati, ale to jej mama i ona
się nim zajmowały. Nie wnikałem dlaczego.
– Czytasz?
– zdziwiła się.
– Pani
córka ubzdurała sobie, że zrobi ze mnie inteligenta – rzuciłem
z uśmiechem.
– Jesteś
na stronie o Shibam – zauważyła.
– Tak,
drapacze chmur pośrodku pustyni. Ponoć jedyne takie miejsce.
Uśmiechnęła
się do mnie, więc odwzajemniłem uśmiech.
– Bo
jest jedyne. Czas tam zdaje się zatrzymał wieki temu. Miasto było
dwa razy odnawiane po katastrofalnych przypływach. Jak się nie mylę
to w 1298 roku i 1523, albo 1532 roku. Zawsze mi się to myli.
Zerknąłem
do książki i odszukałem datę.
– 1532
roku – powiedziałem i zająłem miejsce przy stole.
Oktaw
wdrapał się na moje kolana i zechciał przybić mi piątkę. Kilka
razy pytał się mnie jak mam na imię. Nie mógł biedaczek
spamiętać. Uznał, że dziwne mam imię, a ja zachodziłem w myśl,
że skoro moje pospolite Marcin jest takie dziwne, to co można
powiedzieć o jego nowatorskim Oktawian? Chłopiec chciał by zrobić
mu samolot, więc odłożyłem książkę na stół i wyrzuciłem go
kilka razy do góry, pod niemal sam sufit. Pani Luiza zrobiła obiad
i zjawiła się Nati, by mnie gnębić.
– Przeczytałeś?
– zapytała.
– Może
– odpowiedziałem mocując się z widelcem.
– Jakbyś
używał noża byłoby łatwiej – rzuciła jakby od niechcenia,
karmiąc też tego małego szczyla, o ciemnych włosach, który
siedział na jej kolanach i co jakiś czas rozdziawiał buzie. Nagle
przyszło mi do głowy, że on jest mniej więcej we wieku... zresztą
nieważne. Ja momentalnie posmutniałem, a panie dalej toczyły
dyskusję.
– Będziesz
go tak strofowała cały dzień? – stanęła w mojej obronie matka
Nejty.
– Oczywiście,
że tak.
Wziąłem
nóż do prawej dłoni, a widelec do lewej.
– Zadowolona?
– zapytałem gniewnie.
– Od
razu lepiej. Tylko łokcie ze stołu i opowiadaj co tam przeczytałeś.
– Nie
jestem gotowy.
– W
takim razie ja ci coś opowiem. Lubisz żółty kolor?
– Nie
przepadam.
– Pierwszy
park narodowy jaki utworzono na świecie nosi nazwę Yellowstone, co
znaczy Żółty Kamień.
– Dlaczego
akurat tak?
– Ponieważ
skały tej barwy widać niemal na każdym kroku. Ten niecodzienny
kolor jest wynikiem domieszek rozmaitych tlenków, oraz pokrywającego
je osadu siarki.
– Do
tego rozdziału nie dotarłem. – Uśmiechnąłem się do niej
złowieszczo.
– Szkoda,
na pewno by cię zainteresował, bo tam jest wzmianka o Kipiącej
Ziemi.
– O
czym?
– Po
całym tym parku narodowym, po całym Yellowstone są rozrzucone
gejzery. W tym jednym miejscu znajduje ich się aż blisko czterysta,
a to liczba niemal dwóch trzecich wszystkich gejzerów na całym
świecie.
– One
buchają?
– Tak.
Są tam największą turystyczną atrakcją. Jeden gejzer noszący
imię Old Faithful, wyrzuca gorącą fontannę wody na
wysokość czterdziestu metrów.
– Prawie
pół kilometra?
– Nie,
bo kilometr to tysiąc nie sto, bo samo kilo znaczy tysiąc, ale przy
tym się większość osób myli, więc spoko. Warto zapamiętać, że
jeden metr, to jedna tysięczna kilometra.
Szczerze
to się zagubiłem i już nie miałem pojęcia o czym w końcu mówimy
o przyrodzie, geografii czy matematyce.
– Często
ten gejzer tak wyrzuca tę wodę? – dopytywałem.
– A
jak myślisz?
– Raz
na kilkadziesiąt lat?
– Co
pięćdziesiąt do dziewięćdziesięciu minut.
– Chce
zobacyć te wulkany – odezwał się Oktawian.
– Marcin
ci potem przyniesie książkę i sam je znajdzie.
– Jak
jesteś taka mądra, to czemu nie skończyłaś liceum choćby w
trybie zaocznym? – zapytałem.
– Bo
uznała, że woli tysiące kursów i prace, niż iść na studia i
potem zmywać gary na wyspach, bo przez brak znajomości nie uda ci
się dojść na stanowisko kierownicze – wyjaśniła mi pani Luiza.
– Oczywiście zawsze można mieć szczęście i są wyjątki,
ale...
– Ale
ja uważam, że nie jetem wyjątkiem – dokończyła Natalia. –
Mnie jest dobrze bez szkoły. Marcin, człowiek inteligentny nie musi
mieć dyplomów i tytułów, ani zmarnowanych lat w ławce szkolnej.
Wystarczy, by na każdy temat miał coś do powiedzenia i o każdym
temacie potrafił wyrobić sobie zdanie, oraz trafnie argumentować
swoje stanowisko.
– Ile
ci zajmie nauczenie mnie tego?
– Jeśli
będziesz pilnym uczniem i będziesz pracował w domu, to podstawy
załapiesz już po tygodniu, maksymalnie dwóch, bo masz dobrą
pamięć.
– Czyli
kilka ciekawostek i będę kurwa zdolny?
– Po
pierwsze ograniczysz przekleństwa, po drugie nauczysz się poprawnie
budować zdania, jakbyś ważył każde słowo, a nie mówił co
tobie ślina na język niesie, po trzecie sprawne liczenie jako
rozrywka, by wygimnastykować umysł i przede wszystkim kilka
ciekawostek. Musisz opowiadać ciekawie. Kobiety kochają słuchać
mężczyzn, którzy mają coś do powiedzenia, którzy potrafią
zaciekawić. Dziś większość z was to takie niemowy, co tylko o
sporcie mogą pogadać i swojej nieciekawej pracy. Ilu mężczyzn
rozmawia z żoną czy z dziewczyną, choćby o historii sztuki?
– Tylko
nie historia sztuki. Znam takiego jednego, co mnie zamęczał tym
tematem. Historyk sztuki właśnie, ale opowiedział mi o
filiżankach, europejskich, z Japonii chyba były. No ale mów dalej.
Uśmiechnęła
się i kontynuowała:
– Jest
jeszcze coś.
– Co
takiego?
– Widoczne
tatuaże, mięśnie, zbyt przesadny strój, to nie musi by odebrane
jako pozytyw. Inteligentne kobiety odbierają to jako pseudo męskość.
– Dlaczego?
– Tatuaż
nie czyni cię facetem. Facetem czyni dopiero dojrzałość,
odpowiedzialność, stateczność, punktualność, klasa i nutka
szaleństwa. Mięśnie jednoznacznie kojarzą się z pustakami z
siłowni, co całe dnie piją piwo w bramach. Strój często mówi o
kasie i szpanerstwie, zamiast o stylu i klasie.
Oparłem
policzek na lewej dłoni z załamaniem.
– To
żeś mnie, kurwa podsumowała.
– Wszystko
jest do nadrobienia, prawda mama? Pomożemy mu?
– Jasne.
– To
w takim razie jutro ja robię śniadanie.
– Robisz?
– zdziwiła się Luiza, którą nie dziwiło iż zamierza zostać
na noc, a jedynie to, że zamierzam przygotowywać śniadanie.
– Zrobi
tak jak ostatnio ten twój kolega. Przyniesie kawę ze stacji
benzynowej, a drożdżówki i pączki kupi w sklepie na dole.
– Doble
były – przypomniał Oktawian.
Szczerze
to mnie prześwietliły, bo konkretnie taki miałem pomysł,
ewentualnie zamówić coś przez telefon. Przybiłem Okrawianowi
piątkę, a mały nadymał swoje pucołowate i ponownie uderzył, tym
razem z całej siły w moją wystawioną rękę, a ja poczułem, że
czekają mnie dwa tygodnie ciężkiej harówki.
Marcin ma doskonały plan, człowiek który wymyślił takie coś, nie może być głupi.
OdpowiedzUsuńZ kolei już kiedyś o tym pisałam, nie da się zrobić z człowieka prostego, inteligenta w 2 tygodnie, ucząc go na pamięć kilku ciekawostek, których w dodatku jemu wcale nie chce się nauczyć. Jemu się nawet książki nie chce przeczytać i trzeba go zachęcać, jak małe dziecko, że tam jest dużo obrazków.
No co on się tak na tą Ankę uparł? Ona taka denerwująca... Nejta by się dla niego lepiej nadawała. Widać, że jest mądrzejsza od Anki. Ale kurcze... znalazł przyjaciółkę idealną. Daje mu rady, daje mu seks i nie żąda niczego w zamian, żadnego związku. No, to się nazywa mieć szczęście. A on woli jakąś durną Ankę... Ech... ale padłam, jak się okazało, że ta kobieta, którą zaprosił, to matka Anki. No no, żeby wciągać ją w taką intrygę. Musiał być na stówę pewny, że mu się to uda. Bo przecież ona, jako jej matka, mogłaby mu wszystko jeszcze bardziej zniszczyć, nie zgadzając się na to, by jej córka umawiała się z kimś takim. W ogóle zadziwiająco łatwo mu uległa. To aż podejrzane jest. ;d
OdpowiedzUsuńPewnie, że kumpelowie muszą sobie pomagać, Cinek to cwaniak nie z tej ziemi, szast prast i już jest developerem i wspólnikiem Roberta, ciekawe co Nawrocki na to, że w jednej chwili Cinek był jego niesubordynowanym pracownikiem, a w drugiej jakoś tak nie wiadomo jak i kiedy awansował na wspólnika. Marcin przy okazji poczynił krok w kierunku usidlenia Anki. Bo dla mnie to jest próba usidlenia, jeżeli posunąl się do umówienia z jej matką pod pozorem kolacyjki, biedna Iwona chciała Zbysiowi rogi przyprawić, ale nic z tego, była tylko i wyłącznie środkiem do celu, czyli własnej córki. Mam wrażenie, że dotknęło ją to, że tak naprawdę Marinowi nie chodziło o nią. A tak w ogóle to zastanawiam się czemu ona zgodziła się na pomoc Marcinowi, czy jako kochająca matka nie powinna próbować ochronić ukochanej jedynej córki przed takim podrywaczem jak Andrzejak?
OdpowiedzUsuńGamoń jeden tu robi podchody w kierunku Anki, bo niby jakaś iskra przeszła kiedy ją ujrzał, a tu sobie idzie zaraz do Nejty. Przyjaciółki można by rzec idealnej, która nakarmi, opierze, do łóżka zaprosi. Może jestem niesprawiedliwa, ale kiedyś usłyszalam powiedzenie, że niektóre kobiety są jak pogotowie seksualne i tak w przypadku Cinka i Natalii nasunęło mi się, że właśnie ona jest takim pogotowiem seksualnym dla Marcina.
Rozbawił mnie Marcin, tym jak zareagował, kiedy Nejta w ramach zrobienia z niego kandydata odpowiadającego wysokim standardom Anki, nakazała mu przeczytać książkę, on jest jak leniwe dziecko, które dorośli zachęcają, tekstem, że tam jest dużo obrazków i szybko pójdzie.
Nadal i wciąż będę się dziwić co Cinek widzi w tej głupiej Ance? No, ale dobra, może dziewucha się jakoś zmieni i przestanie drażnić, zobaczymy.
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa efektu całej tej nauki Marcina hahaha on oduczy się przeklinać i ładnie zdania składać??? HAHAHAHA chcę to widzieć!!! :D
Nejta jest taka fajna, ale widać też nie ciągnie jej do związków. Chyba polubiła seks i to seks z Marcinem... hmm... Ale cieszę się, że mimo wszystko Natalia chce mu pomóc. Fajna dziewczyna, naprawdę fajna.
Okej... Nie miałam zielonego pojęcia, że kobieta, z którą umówiła się Marcin, to matka Anki. Ale on naprawdę przestaje grać fair i zaczyna mnie drażnić tą swoją natarczywością. Najpierw ją zbajerował, niemal zaciągnął do łóżka, a potem w tył zwrot i wyjaśnienia, że to chodziło o Ankę. Poza tym co on pieprzy (przepraszam za wulgaryzm, ale ja tak wyrażam emocje xD) że jego intencje co do nastolatki są czyste jak łza, skoro on ją tylko przelecieć chce? Nie ogarniam go trochę xD
OdpowiedzUsuńAle co do Natalki, to zgadzam się z nią całkowicie i chyba coś takiego właśnie napisałam pod poprzednim rozdziałem. To, ze ktoś nie poszedł na studia i nie ma tego magicznego mgr. Przed nazwiskiem nie znaczy, że jest gorszy, bo teraz mieć dyplom to nie żadna sztuka. Jeszcze rozumiem, jak mieć wartościowy dyplom ale iść na studia tylko po to, żeby iść, i to jeszcze bez większego zainteresowania tematem to nie warto :/
Sorry, że tak ogólnikowo. Po prostu postanowiłam sobie, że jeszcze dzisiaj to wszystko nadrobię :D
Nie wiem dlaczego on tak chce ta Ankę, ale w sumie sama ostatnio byłam świadkiem gdzie dziewczyna jest wredna robi wszystko byle odstraszyć faceta a ten do niej lgnie jak cma do ognia. Moze to Cinka ciągnie inpodoba mu sie taka walka o względy. Wcześniej mowil a raczej myslal, ze on chce Ankę tylko bach bach matce jej powiedział co innego ale to zrozumiałe. Ale mnie to sie wydaje, ze on od niech chce cos więcej w końcu ile można sie starać, dawać poniżać żeby sobie zrobic bach bach 5 razy.
OdpowiedzUsuńA tak poza tym to Nejta jest taka super, inteligentna i taka wgl jej matka tez, cEmu Cinuś sie za nią nie wziął?
Cześć!
OdpowiedzUsuńWróciłam do domu, rozsiadłam się z miską mandarynek pod kocykiem, więc wracam, by nadrobić rozdział :) Komentarz powinien ukazać się wczoraj, jednak nie zdążyłam go dokończyć, dlatego wracam dzisiaj, by dodać całość :)
Część 1:
Przyznam szczerze, że widząc, iż kolejny rozdział poświęcony jest Cinkowi – nieco się podłamałam. Osobiście wolę czytać o Szymku oraz Magdzie, ale... Ale jakoś się wezmę w garść i postaram się być wyrozumiała dla roztrzepanego i dziecinnego Marcina.
„(...)ale pozwoliła na odwieszenie płaszcza.” – czyli, że gdyby nie była pewna siebie, to by tego płaszcza nie odwieszała? Czy wręcz przeciwnie? Niepewna – płaszcz zdejmuje, pewna – nie zdejmuje, bo woli sobie w nim posiedzieć, bo przecież jest pewna siebie i koniec. Swoją drogą, ciekawe gdzie ten płaszcz odwieszała? Na klamkę od drzwi czy może na żyrandol? XD
Och... Pani Ocenialska się znalazła. A co cię obchodzi jak mieszka deweloper?! Co? Nie może już mieć pustego mieszkania, albo odpadającej farby w chacie? Ach te stereotypy... Ale będąc już przy deweloperach, swego czasu znałam taką panią deweloper, która swoją pracę traktowała naprawdę poważnie. Kobieta miała małe dziecko i niekiedy była zmuszona przyjmować klientów w domu, więc swoje mieszkanie miała tak wycackane, tak pięknie urządzone, że nie wiadomo było na co człowiek powinien patrzyć. W sumie, to kiedy ją odwiedziłam (jako koleżanka, nie klientka) to nie wiedziałam czy jestem godna stanąć na wycieraczce xD
„Przechyliłem głowę i wybrałem najbardziej zabójczy z moich zabójczych uśmiechów.” – to cud, że Iwonka nie padła trupem :D
„bron Boże” – broń Boże
„(...)sama pani rozumie(.) – (P)rzymrużyłem oczy(...)” – nie zakończyłeś wypowiedzi kropką i nie rozpocząłeś tekstu po półpauzie wielką literą. Zaznaczyłam to w nawiasach.
Tak Cinuś, wiemy, co ty byś tej sklepowej na zapleczu zrobił. Niewyżyty jesteś, ogarnij się i utop w łyżeczce mleka, okej? Łoł, szkoda, że Cinek nie przedstawił jeszcze całego życiorysu kumpla oraz dokładnej sumy jaką ten ma na swoim koncie. Błagam cię, Marcin, weź ty się wreszcie ogarnij.
„(...)Uczyniłem gest zapraszający ją do pokoju.(...)” – /a gest ten wykonałem językiem, by pokazać jak bardzo jestem niewyżyty/ xD
„zasunąłem je.” – tak mnie zastanowiło... jak to jest zasunąć krzesło? xD Przysunąć, to tak, ale zasunąć? ^^ Ja muszę zapytać Cinka, bo tylko on jest w stanie mówić takim dziwnym językiem xD
Dziwi mnie, że Iwona jeszcze nie zaczęła niczego podejrzewać. Przecież nie trzeba być Einstainem, by zrozumieć, że Cinek nie jest żadnym deweloperem, tylko kolesiem na nowo startującym ze swoim życiem. Żaden szanujący się deweloper, nie zaprosi kobiety do niemal pustego domu, gdzie jedynymi elementami umeblowania będzie stół, parę krzeseł oraz materac. Przecież to tak logiczne jak Vampcia! → tak, Migotka oglądała „Hotel Transylwanię”.
„(...) z którym beton królował na podłodze (...)” – w którym
„(...) a stół i krzesła były jeszcze zapakowane w folie, bo zakupiłem je specjalnie na to spotkanie.” – więc Cinek posadził pannicę na krześle pokrytym folią? Jeżeli laska nadal nic nie dostrzega to... where's her brain?!
Część 2:
OdpowiedzUsuńTak w ogóle to nie ma nic bardziej romantycznego i zapowiadającego namiętny seks niż kolacja przy meblach okrytych folią. Do pełni nastroju brakuje tylko dwóch, czerwonych świec, wolnej, romantycznej muzyki i czułych komplementów. Muszę przyznać, że za zorganizowanie kolacji Marcin powinien dostać piątkę. A nie przepraszam! Pizza i wino... Zmieniam zdanie. Powinien dostać szóstkę plus!
Nie rozumiem jak Cinek może nie wiedzeć dlaczego Iwona zgodziła się z nim spotkać? Przecież wszystko jasne, że chodzi o noc z młodym, przystojnym kawalerem. Być może kobieta ma jakiś kryzys w swoim życiu, a jej mąż skoro tak często wyjeżdża, nie poświęca jej tyle uwagi co zwykle? Więc Iwonka postanowiła znaleźć sobie kochasia i... Ale zaraz, zaraz. Cinek nie chce bzykanka?! WTF?
Ach... no to już wszystko wiadomo. Iwonka to matka Anki. Mogłam się tego już wcześniej domyślić, gupsia ja.
„Kobieta, to kurwa(,) naprawdę zmienną istotą jest.” – Tysio zgubił przecinek.
W sumie te starania o uwagę Anki nieco mnie zadziwiają. Cinek przecież sam twierdził, że chce się zbliżyć do Anki tylko i wyłącznie w jednym celu – przelecenia małolaty. A teraz urabia jej mamusię tylko po to, by ta pomogła mu się zbliżyć do Anki i twierdzi, iż to miałoby być coś na całe życie. Cinek jest... niepoprawny. Gdyby jakikolwiek facet próbował mnie zdobyć przez moją własną matkę, to byłby skreślony już na wstępie. I jedyne co by zobaczył, to moją rączkę, machającą mu na odchodnym.
„Dobrałem kolejny z zabójczych uśmiechów(,) idealnie pasujący do chwili.” – zauważyłam brak przecinka.
Więc jak już wspominałam, według mnie Cinek zamiast powoływać się na matkę Anki, powinien sam się bardziej postarać i zdobyć Ankę, skoro tak bardzo mu na tym zależy. W moich oczach stracił, prosząc o pomoc matkę nastolatki.
Jeju... Nejti! Love, love, love... Miguś się cieszy i dziękuje za to, że w tym rozdziale pojawił się ktoś, kto na razie Mikotki nie zirytował. Ciekawe gdzie dziewczyna balowała, że taka skacowana jest xD.
„– Wejdź – zaproponowała i zrobiła mi miejsce, bym mógł się dostać do środka. Ona w tym czasie piła wodę wprost ze szklanki.” – od słowa „ona” wszystko powinno być przeniesione do nowej linijki.
„– Zaraz ci naleję. A tak w ogóle to jak było na randce? Ostatnio jak dzwoniłeś, czy możesz odebrać rzeczy, to wspominałeś o randce?! – krzyczała z kuchni.” – moc teleportacji Natalii jest niesamowita. Jeszcze sekundę wcześniej dziewczyna otwierała drzwi Marcinowi, a teraz już krzyczy z kuchni. Ciekawe czy mogłaby mnie nauczyć tej sztuczki?
Część 3:
OdpowiedzUsuńI ponownie Natalia się teleportowała, wracając i podając szklankę Cinkowi :D. Wiem, czepiam się, ale zabrakło mi tutaj jakiegoś dopowiedzenia, że dziewczyna weszła lub wyszła z kuchni i wgl. No chyba, że czegoś nie doczytałam, a to jest bardzo możliwe, zważywszy na to, że ten komentarz piszę od wczoraj (z przerwami na spanie xD) i tak mi mozolnie idzie... Złoszczę się sama na siebie.
Muszę przyznać, że Natalia do całej znajomości z Cinkiem podchodzi dosyć luzacko. Wiem, że takie kobiety rzeczywiście istnieją, i rzeczywiście chodzi im tylko o dobrą zabawę w łóżku, jednak czasami zabawa może przerodzić się w coś poważniejszego. Oczywiście nie chciałabym by Natalia zauroczyła się lub zadurzyła w Marcinie. A seks... jeżeli oboje tego chcą, jeżeli wiedzą, że to ma na celu dać im obojgu przyjemność bez zobowiązań, to czemu nie?
„– Poważnie? – uśmiechnąłem się do niej z niedowierzaniem.” – (U)śmiechnąłem (…)
„– Tak, wiem, nie wyglądam. – Przetoczyła się (...)” – Toczy się, toczy się, wielkie koło fortuny zwane Nataliąąąąąą... sialalalala :D
„(...) a popielniczkę wprost z parapetu postawiła na mojej klatce piersiowej.” – popielniczka była zrobiona z parapetu? I Natalia od tak ją wzięła i postawiła na klacie Cinka? Cały parapet po prostu wyjęła (bo to on był popielniczką) i położyła na klacie Marcina? So sweet ^^
Czemu ty się Cinuś tak dziwisz? To już nie może być intelektualistki bez matury? Nie może być mądrej dziewczyny, która po prostu nie czuje się dobrze w zamkniętym światku szkolnictwa? Oj Marcin, Marcin, Marcin... kiedy ty dojrzejesz chłopie? :D
Ojciec Natalii to sukinsyn, ale szczerze powiedziawszy po prawniku nie spodziewałam się niczego więcej. Niby to osoba, która powinna stać na straży prawa, ale... wiadomo. Prawnik = kasa, a jak kasa to całkowity zanik mózgu. Osobiście znam niewielu bogatych ludzi, którzy mimo wszystko pomagają swoim byłym partnerom, nawet jeżeli nie ma dzieci z tego związku i robią to dobrowolnie. Znacznie więcej znam przypadków, gdzie tzw. ręka rękę myje i... i jest nieciekawie po prostu, dlatego Natalii współczuję i cieszę się, że mimo wszystko zarówno ona jak i jej matka jakoś sobie radę dają, nawet jeśli toną w zadłużeniach.
Wspominałam już, że lubię Natalię? Tak? To powtórzę jeszcze raz. Naprawdę ją lubię, a głównie dlatego, że w pewnym sensie mamy podobne poglądy. Dziewczyna ma stuprocentową rację i mierzenie kogoś miarą wykształcenia jest prymitywne i skrajnie nie na miejscu. Ja sama, patrząc na siebie, to gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym do zawodówki, zdobyła zawód i znacznie wcześniej zaczęła zarabiać na siebie. W liceum nie można nauczyć się pracy i oprócz trylionów regułek do wyuczenia na pamięć, kilku pojęć matematycznych czy dat z historii, niewiele można stamtąd wynieść. Tak samo nie rozumiem osób, które krytyką ludzi, którzy posiadają wykształcenie zawodowe. Kiedy chodziłam do szkoły średniej często słyszałam jak koledzy naśmiewali się z osób, uczących się zawodu. Że niby zawodówka to coś gorszego, biedniejszego. A w rzeczywistości takie osoby wybrały znacznie lepiej, bo od razu zdecydowały się zdobyć zawód, zostać fachowcem w jakiejś dziedzinie i gdyby nie ta szkoła zawodowa, wielu z tych „intelektualistów” nie miałoby np. gdzie samochodu naprawić lub włosów obciąć, bo mechanika czy fryzjerstwo też w zawodówce się zdobywa.
Ja tak jak mówiłam – gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym do zawodówki, zdobyła zawód. Może i mam tą maturę, ale co z tego? Co mi to dało? Oprócz możliwości uczenia się na wyższej uczelni – kompletnie nic. A maturę zawsze można zrobić, nawet będąc po zawodówce. Tak więc Anka ma całkowicie wypaczone poglądy i przydałoby się, żeby ktoś kubeł zimnej wody na pysk wylał, żeby się ogarnęła. Gdyby nikt nie chciał tego zrobić, zgłaszam się na ochotnika!
Część 4:
OdpowiedzUsuń„ – Ona myśli, że każdy facet co siedział i nie ma szkoły, to kurwa(,) prostak.” – przecinek uciekł. Znalazłam go pod moim łóżkiem. Trząsł się ze strachu, co Tysio mu zrobił?
Marcin nie powinien się tak bronić przed pomocą Nejti. Skoro dziewucha chce mu pomóc, skoro się zaoferowała, powinien zamknąć jadaczkę, chwycić książkę w ręce i się ukać. Nie jestem przekonana czy wiedz o kilku ciekawych zakątkach świata coś da, ale warto spróbować.
Hahaha... od razu wiedziałam, że matka Natalii nie zrobi afery widząc obcego chłopaka w domu. No prawie obcego, bo przecież widziała go tylko i wyłącznie raz. Ciekawi mnie jak one mogą tak ufać ludziom i zostać kompletnie obcych ludzi, zupełnie samych w mieszkaniu. Przecież Marcin mógł być jakimś złodziejem albo innym przestępcą, który mógłby czyhać na życie matki oraz córki.
Ich tolerancja oraz ufność mnie powala na kolana. Dosłownie.
Czytając rozmowę podczas posiłku odnoszę wrażenie, że Natalia jest o stokroć mądrzejsza od Anki. Cinek mógłby się uganiać za Natalią, a nie panną „pozjadałam wszystkie rozumy, zawodówka to zło”.
„– Czyli kilka ciekawostek i będę(,) kurwa(,) zdolny?” – Te przecinki zapukały z rana do moich drzwi. Ponoć Tysio na nie nakrzyczał, więc uciekły.
„– To żeś mnie, kurwa(,) podsumowała.”
No cóż Cinuś, chciałeś Ankę to się napracować musisz. Zapewne Marcin myślał, że pogada z mamusią ukochanej, ta urobi córunię i już, Anka wpadnie mu w ramiona? A to nie tak działa. Jak już mówiłam, nie lubię Anki i wolałabym by Marcin już biegał za Natalią, albo nawet Magdą, ale cóż... Nie wiem co Marcin widzi w tej panience, jednak skoro tak bardzo chce, to niech się stara. A dwa tygodnie to nie tak dużo i jeżeli się postara, to być może jakoś udobrucha Ankę i jej zaimponuje tą swoją wyuczoną elegancją.
Podsumowując – w tym rozdziale jak zwykle Cinek mnie irytował i zezłościł faktem, że chce dotrzeć do Anki za wstawiennictwem jej matki. Według mnie to niedojrzałe zachowanie, ale po Marcinie niczego więcej się nie spodziewałam jeżeli chodzi o kwestię miłosną.
Natomiast Natalia to zdecydowanie moja ulubiona postać w całej tej historii i przynajmniej na razie zgadzam się zarówno z nią jak i jej poglądami. Chciałabym się więcej dowiedzieć na temat Oktawiana, a mianowicie dlaczego wychowuje go babcia i ciocia.
Pozdrawiam serdecznie i niedługo przejdę do kolejnego rozdziału!